6.8 C
Warszawa
niedziela, 22 listopada, 2020

WSZYSTKO, CO CHCIELIBYŚCIE WIEDZIEĆ O HORMONACH I GINEKOLOGII, ALE BOICIE SIĘ ZAPYTAĆ

Poród u pacjentki z koronawirusem

Musisz to przeczytać

Poród u pacjentki z koronawirusem

Wszyscy chcielibyśmy, żeby to wszystko już się skończyło. Ryzyko, ograniczenia, strach, pogorszenie relacji społecznych i sytuacji ekonomicznej. Każde media tylko o jednym:...

Ciąża przenoszona

Wszyscy chcielibyśmy, żeby to wszystko już się skończyło. Ryzyko, ograniczenia, strach, pogorszenie relacji społecznych i sytuacji ekonomicznej. Każde media tylko o jednym: koronawirus. Wszyscy jesteśmy tak samo zagrożeni, a o ile kilka miesięcy temu przypadki zakażenia ciężarnej były sporadyczne, teraz zdarzają się coraz częściej, a- co wysoce prawdopodobne- będzie z każdym dniem ich przybywało. 

Koronawirus w ciąży- nowe doniesienia (na podstawie wytycznych RCOG*)

W szpitalach tzw. jednoimiennych oddziały położnicze się powoli zapełniają. Czy to oznacza, że kobiety w ciąży częściej chorują na Covid-19? Według badań- nie. Ciężarne nie są bardziej narażone na zarażenie koronawirusem niż reszta kobiet. Ponadto okazuje się, że u 74% kobiet w ciąży infekcja przebiega bezobjawowo lub skąpoobjawowo. Jeśli objawy się już pojawią, u 40% ciężarnych występuje gorączka (rzadziej niż u nie ciężarnych) i kaszel, natomiast takie objawy jak duszność, ból mięśni, utrata smaku i węchu, biegunka dotyczą jedynie mniej niż 10% przyszłych mam. Według ostatnich badań u ¼ ciężarnych objawy mogą się utrzymywać dłużej, nawet do 8 tygodni. 

Cięższy przebieg zakażenia odnotowano u kobiet w III trymestrze ciąży, i to one najczęściej wymagały hospitalizacji. Z powodu infekcji koronawirusem ponad 3x częściej dochodzi do porodu przedwczesnego, z czego część stanowią porody tzw. jatrogenne, czyli spowodowane decyzjami lekarzy, które z kolei są wymuszone stanem matki czy zagrożeniem u płodu. Częściej też w przypadku matki zakażonej Covid-19 wykonuje się cięcie cesarskie (według dotychczasowych badań- u 59%). Wbrew wcześniejszym zaleceniom, które mówiły o tym, żeby każdą ciążę powikłaną zakażeniem koronawirusem należy rozwiązywać cięciem cesarskim, w chwili obecnej wiemy, że jeśli stan mamy i płodu na to pozwalają, nie ma przeciwwskazań do porodu drogami i siłami natury

Dotychczas jedynie w Wielkiej Brytanii wykazano obecność wirusa u kilkorga dzieci w pierwszych 12 godzinach po porodzie, u kilkorga kolejnych w kolejnych 12 godzinach, natomiast nie stwierdzono żadnego przypadku w badaniach przeprowadzonych w Nowym Jorku. Przyjdzie nam jeszcze poczekać na dalsze badania, tym niemniej ryzyko transmisji wertykalnej (od matki do płodu w czasie życia wewnątrzłonowego) – jeżeli istnieje- to jest bardzo niewielkie. 

I to jest dobra informacja w tym wszystkim. Pozytywnym aspektem jest też fakt, że nie wykazano większej częstotliwości występowania wad wrodzonych u dzieci kobiet z koronawirusem, jak i nie wiemy, czy częściej występują poronienia. Co prawda, do tej ostatniej informacji należy podejść ostrożnie z kilku powodów. Po pierwsze: pandemia występuje w Europie od początku roku, a więc dzieci poczęte wczesną wiosną, których mamy przebyły infekcję w I trymestrze ciąży (a więc w okresie organogenezy) dopiero będą się rodzić. Po drugie: zanim będziemy mogli wysnuć jakieś wnioski, potrzebna jest większa ilość noworodków urodzonych przez ciężarne z zakażeniem Covid-19 w I trymestrze ciąży. Po trzecie: jeśli chodzi o poronienia, to wiemy, że każda infekcja, szczególnie przebiegająca z wysoką gorączką (hipertermia jest niebezpieczna dla rozwijającego się zarodka czy płodu), może być przyczyną poronienia, więc z duży prawdopodobieństwem może to dotyczyć koronawirusa. 

A teraz o samym porodzie

W niektórych szpitalach przed porodem naturalnym lub przed planowanym cięciem cesarskim wykonywany jest wymaz w kierunku koronawirusa. Tak jak było to w przypadku mojej pacjentki w zeszłym tygodniu, również u wielu ciężarnych może się zdarzyć, że nie będą miały żadnych objawów, a test wyjdzie im pozytywnie. W takiej sytuacja pacjentka nie mogła zostać przyjęta do szpitala, w którym miała zaplanowany poród i musiała udać się do szpitala jednoimiennego (w tym wypadku dokumentem wskazującym na hospitalizację w takiej jednostce jest- niestety- pozytywny wynik testu na Covid-19).

Pacjentka miała wskazania do rozwiązania drogą cięcia cesarskiego, i zostało one przeprowadzone (ale- jak już wcześniej wspomniałam- istnieje możliwość porodu naturalnego). Córeczka urodziła się cała i zdrowa. No i co dalej się dzieje w sytuacji, kiedy zakażona matka rodzi zdrowe dziecko (co jest zawsze sprawdzane). Co z karmieniem piersią? Przecież jest ono tak ważne. A co z kontaktem matki z dzieckiem, który każda przyszła matka wyobraża sobie przez cały okres ciąży? 

Karmienie piersią dziecka urodzonego przez matkę zakażoną koronawirusem

W Polsce przyjęto rekomendacje amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC), które przyznaje, że dane dotyczące wpływu infekcji koronawirusowej są nadal ograniczone. Tym niemniej, do czasu uzyskania bardziej wiarygodnych informacji na temat (nie)bezpieczeństwa wirusa, zalecono, żeby dzieci urodzone przez kobiety z pozytywnym wynikiem testów, były czasowo izolowane od matki. Jeśli możliwe jest odpowiednie zachowanie restrykcji epidemiologicznych, mleko można odciągać, a karmić nim z butelki noworodka może inna osoba.

W chwili obecnej obowiązuje w Polsce również zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO): „Niemowlęta urodzone przez matki podejrzane, prawdopodobnie zakażone lub z potwierdzonym rozpoznaniem COVID-19 powinny być żywione zgodnie ze standardowymi zaleceniami, stosując równocześnie konieczne środki ostrożności, pozwalające na zapobieganie i kontrolowanie rozprzestrzeniania się zakażenia”. I tutaj powstaje wątpliwość: w końcu jak to jest? W dalszej części swoich wytycznych WHO uszczegóławia pojęcie szczególnych środków ostrożności: mają to być pojedyncze sale, oddzielne pielęgniarki itp. 

I to tutaj napotykamy na trudności organizacyjne: jak zorganizować pracę szpitala zakaźnego (bo tym de facto jest szpital jednoimienny), żeby każda położnica miała swoją położną czy pielęgniarkę, podobnie każdy noworodek? I dla każdej młodej mamy i dziecka- oddzielna sala? Biorąc pod uwagę wzrost ilości zachorowań, jest to niestety niemożliwe. Trzeba wziąć pod uwagę, że zdrowy noworodek, który ma styczność z mamą na czas karmienia, wraca na oddział noworodkowy, gdzie- nawet w warunkach maksymalnej sterylności- w przypadku zakażenia od mamy- stanowi ryzyko dla innych maleństw, być może wcześniaków, jak i dla personelu. Pomijając fakt, że nie wiadomo jak sam (a przecież z wcześniejszej części wiemy, że ma 3 x większe szanse, że jest wcześniakiem) przeszedłby infekcję. Dodatkowo, w przypadku braków kadrowych spowodowanych zakażeniem personelu, jakość opieki neonatologicznej znacznie by spadła, co z kolei naraziłoby inne noworodki za zgodny z odmiennych przyczyn. 

W sytuacji, gdy chora matka karmiłaby piersią, personel musiałby bardzo często (przecież karmienie jest na żądanie, zwykle nie rzadziej niż co 3 godziny, a w przypadku wcześniaków częściej) mieć kontakt z matką celem przystawienia dziecka do piersi. Również przekazywanie odciągniętego pokarmu matki dla noworodka przez personel powoduje, że tych kontaktów byłoby więcej. 

Priorytetem jest więc walka o zahamowanie szerzenia się koronawirusa poprzez zmniejszenie kontaktu zakażonej matki z otoczeniem, co niestety oznacza również izolację od dziecka. Oczywiście należy podtrzymywać laktację przez odciąganie pokarmu, a w sytuacji, kiedy względy sanitarno-epidemiologiczne na to pozwalają, przekazywanie mleka do oddziału noworodkowego, żeby maleństwo było nim karmione. 

I tu nasuwa się wiele pytań, które ja, jako matka, również bym stawiała będąc w sytuacji kobiety, która właśnie urodziła dziecko, a nie może go nakarmić ani przytulić, a przecież w ogóle nie ma objawów (u mojej pacjentki dopiero po kilku dniach zanikł jedynie węch). Czy to znaczy, że nawet nie może zobaczyć dzidziusia przez szybę? To zależy od organizacji (i konstrukcji) oddziału. Jeżeli ona na to pozwala, to jest to możliwe. W przypadku mojej pacjentki takich możliwości nie było (chodzi o niekrzyżowanie się szlaków „czystych” i „brudnych”, co ma podstawowe znaczenie w szpitalach zakaźnych), ale od razu po cięciu personel zrobił wszystko, żeby otrzymała ona zdjęcia córeczki. Też na bieżąco mamy były informowane o stanie swoich dzieci. Oczywiście wszystkie/ wszyscy wiemy, że żadne zdjęcia czy nawet super pozytywne informacje nie są w stanie zastąpić kontaktu i przytulenia własnego dziecka, a więc czegoś, na co czekamy przez 9 miesięcy ciąży, tym niemniej- proszę mi uwierzyć, a wiem to właśnie z opowiadań pacjentek- personel (ten ubrany w skafandry tak szczelnie, że osobę można poznać tylko po głosie) dwoi się i troi, żeby nie tylko spełnić normy bezpieczeństwa (przecież chodzi tu o życie), ale żeby pacjentkom ułatwić ten trudny czas. 

A co po porodzie…

Przecież ta izolacja nie może trwać wiecznie. Jeszcze 2 miesiące temu kończyła się ona po wykonaniu dwóch testów w odstępie 24.-godzinnym, 14 dni od pierwszego dodatniego, i – jeśli oba były ujemne- mama mogła zaprzestać izolacji. Niestety testy mogą dodatnie wychodzić jeszcze pozytywnie jeszcze przez kilka miesięcy…Biorąc pod uwagę fakt, że wiemy (niestety) coraz więcej na temat infekcji koronawirusem, w chwili obecnej izolacja trwa 10 dni, po których nie mam konieczności wykonywania testu, a mama  może wrócić do dziecka i rodziny. Ale co w międzyczasie  z maleństwem? I jak mama ma się izolować? 

Jeśli testy przeprowadzane u domowników okażą się ujemne, noworodek może być wypisany do domu rodzinnego. Niestety mama musi się izolować do 10 dni od pierwszego dodatniego testu (dokładną datę otrzymuje smsowo). Jeśli możliwości wypisania dziecka nie ma, pozostaje ono w szpitalu do zakończenia izolacji mamy. Nie ma odpowiedzi na wszystkie pytania: a co, jeśli mama nie ma miejsca do izolowania się? A jeśli mama będzie chciała zabrać dziecko po wyjściu ze szpitala i nie ma zamiaru się od niego izolować? Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich scenariuszy, ani osobistych decyzji pacjentek, ale proszę pamiętać, że dysponujemy już doniesieniami na temat zgonów noworodków związanych z Covid-19. W czerwcu br. w Sheffield zmarł 13. dniowy noworodek, w  podlizbońskim szpitalu Amadora-Sintraza zmarła dziewczynka urodzona w 8. miesiącu ciąży przez matkę zarażoną koronawirusem, w RPA zmarł 2.-dniowy noworodek, w Chicago również zmarł noworodek (płci i wieku nie podano).

A co było dalej z opisywaną przeze mnie pacjentką? Teraz mogę pisać z radością, bo jest już razem w domu, z córeczką i rodziną. A przede wszystkim wszyscy zdrowi. Ale oczywiście mama izolowała się zgodnie z zaleceniami, mąż odebrał dziewczynkę ze szpitala wcześniej i- podobno- świetnie sprawdził się w roli Taty. Byłyśmy ze sobą w kontakcie, więc wiem, że rodzinka była ze sobą cały czas na wideo-rozmowach (weźmy pod uwagę, jakie to ułatwienie, nie tylko z powodu, że mama może przynajmniej widzieć maleństwo, ale chociażby z prozaicznych przyczyn, np. gdzie mama schowała rzeczy dla niemowlęcia; przecież wiemy, że to nie tata przygotowywał ☺). Na pewno nie było im łatwo…Jeśli czas pozwoli, to kiedyś poproszę Pacjentkę o opisanie jej historii, żeby może inne ciężarne, którym przyjdzie rodzić w tych trudnych czasach, wiedziały, jak może to wyglądać.

A tak naprawdę życzyłam nam, żeby taka opowieść była tylko ciekawostką, i żeby wszystko wróciło do normy. Żebyśmy wcale nie dowiadywali się więcej na temat koronawirusa i żebym za kilka miesięcy nie pisała nowych doniesień i wytycznych. Ale niestety może się okazać, że za te kilka miesięcy (oby nie) zakażeń będzie na tyle dużo, że nauczymy się żyć z koronawirusem, nie będzie żadnych izolacji, oddzielania matek od dzieci…Może też się okazać, że wirus dla noworodków nie jest tak groźny i nie mają sensu te wszystkie środki bezpieczeństwa. Czas pokaże, choć na razie lepiej zrobić wszystko, żeby chronić nasze maleństwa. A przede wszystkim minimalizować ryzyko zarażenia się koronawirusem nie tylko w czasie ciąży.   

*RCOG (Royal College of Obstetrician & Gynaecologists)- Królewskie Towarzystwo Położników i Ginekologów

Tagi: koronawirus, Covid-19, poród koronawirus, ciąża koronawirus, noworodek koronawirus, karmienie koronawirus

Poprzedni artykułCiąża przenoszona

Powiązane artykuły

0 0 vote
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
- Ginendo -

Najnowsze

Poród u pacjentki z koronawirusem

Wszyscy chcielibyśmy, żeby to wszystko już się skończyło. Ryzyko, ograniczenia, strach, pogorszenie relacji społecznych i sytuacji ekonomicznej. Każde media tylko o jednym:...

Ciąża przenoszona